Korekcja nosa

Chirurgia plastyczna

wywiad

„Odzyskałam oddech i spokój”. Wywiad z pacjentką po rekonstrukcji nosa z przeszczepem z żebra

 

Rozmowa: mgr Magdalena Szychta

Niektóre historie pacjentów są czymś więcej niż opowieścią o zmianie wyglądu. Są świadectwem wieloletniej walki o zdrowie, komfort życia i poczucie wewnętrznej wolności. Taką właśnie drogę przeszła pani Justyna — pacjentka po rekonstrukcji nosa z wykorzystaniem przeszczepu z żebra, przeprowadzonej przez prof. Pawła Szychta. To historia o dziecięcym urazie, nieudanej wcześniejszej operacji, narastających problemach z oddychaniem i o decyzji, która odmieniła codzienność.

Wywiad

mgr Magdalena Szychta: Dzień dobry, pani Justyno. Jest Pani wspaniałym przykładem siły i wytrwałości w dążeniu do lepszego życia. Mimo trudnych doświadczeń z dzieciństwa nie pozwoliła pani, by uraz nosa i jego konsekwencje odebrały pani radość z codzienności. Dziś, po latach zmagań i nieudanych próbach leczenia, odzyskała pani nie tylko swobodny oddech, ale także pewność siebie i komfort życia. Chciałabym porozmawiać o tej drodze - o trudnościach, emocjach i o pięknym efekcie końcowym. Wspominała pani, że od dziecka lubiła sporty ekstremalne. Jak doszło do urazu nosa i jak wspomina pani tamten moment?

Pacjentka: Dzień dobry, pani Magdaleno. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Rzeczywiście, od dziecka kochałam adrenalinę i wszelkiego rodzaju aktywności. Zawsze ciągnęło mnie do sportów, które dawały emocje - od jazdy konnej, przez nurkowanie, po snowboard. Zresztą do dziś mam do tego słabość. Niedawno podczas jazdy na snowboardzie złamałam rękę w dwóch miejscach, więc można powiedzieć, że ten temat jest u mnie nadal aktualny.


Jeśli chodzi o uraz nosa, doszło do niego, gdy miałam siedem lat. Byłam wtedy na rodzinnym spotkaniu i, jak to dziecko, szybko znudziłam się siedzeniem z dorosłymi. Znalazłam w pobliżu rower i postanowiłam zjechać nim z bardzo stromego wzniesienia. Nie wiedziałam jednak, że rower nie miał sprawnych hamulców - ani ręcznych, ani pedałowych. Nie miałam żadnej możliwości wyhamowania. Upadłam twarzą na ziemię i straciłam przytomność. Obudziłam się dopiero, gdy pies lizał mnie po poranionej twarzy. Miałam zdartą skórę, a przy okazji doznałam również poważnego urazu nosa. Z tamtej sytuacji pamiętam jeden dziecięcy „plus” - nie musiałam przez dwa tygodnie chodzić do szkoły.

mgr Magdalena Szychta: Sporty ekstremalne uczą odwagi, ale czasem pozostawiają po sobie poważne konsekwencje zdrowotne. Problemy zdrowotne bardzo często wpływają nie tylko na ciało, ale również na psychikę i codzienny komfort życia. Jak przez te wszystkie lata wpływał na panią problem z nosem - zarówno zdrowotnie, jak i emocjonalnie? Jak wyglądało życie z tym obciążeniem?

Pacjentka: Na początku nie skupiałam się aż tak bardzo na wyglądzie nosa. Z czasem jednak zaczęły pojawiać się komentarze ze strony innych osób, na przykład: „Byłabyś taka ładna, gdyby nie ten nos”. W wieku nastoletnim takie słowa potrafią bardzo mocno zapisać się w głowie. Zaczęłam obsesyjnie przyglądać się sobie w lustrze, analizować nos z każdej strony, szukać niedoskonałości. Z wiekiem, kiedy twarz dojrzewa i nos nadal się rozwija, wszystko stawało się jeszcze bardziej widoczne.

To było dla mnie bardzo niekomfortowe. Przy każdym zdjęciu zastanawiałam się, z którego profilu powinnam stanąć, żeby nos wyglądał korzystniej. Cały czas miałam go w głowie. Miałam poczucie, że inni również go zauważają i oceniają.

Pamiętam, że rozmawiałam o tym z mamą i to właśnie ona zaczęła jeździć ze mną na konsultacje do lekarzy. Byłyśmy u dwóch lub trzech specjalistów, ale wszyscy zgodnie mówili, że trzeba poczekać do osiemnastego roku życia, bo nos wciąż się kształtuje i dopiero wtedy ewentualna operacja będzie bezpieczna.

mgr Magdalena Szychta: Droga do znalezienia właściwego lekarza i skutecznego rozwiązania problemu bywa długa i wymagająca. Przez lata szukała pani pomocy u różnych specjalistów. Jak pani to wspomina? Skąd czerpała pani siłę, żeby się nie poddawać?

Pacjentka: To rzeczywiście była bardzo długa i wyboista droga. Kiedy osiągnęłam pełnoletność, trafiłam do lekarza, który podjął się operacji. Uprzedził mnie, że w nosie są liczne zrosty, więc zabieg nie będzie łatwy, ale zapewniał, że uda się wyprostować część kostną i przegrodę nosa. Byłam bardzo szczęśliwa, bo wydawało mi się, że wreszcie wszystko się ułoży.

Niestety po zdjęciu gipsu efekt wizualny nie do końca mi się podobał. Usłyszałam jednak, że to kwestia obrzęku i że z czasem wszystko będzie wyglądało dobrze, więc zaufałam. Po kilku latach okazało się jednak, że problem narasta. Oddychało mi się coraz gorzej. To nie był już zwykły dyskomfort - miałam wrażenie, że nie oddycham, tylko sapie. Byłam stale zmęczona, pojawiały się bóle głowy i problemy ze snem.

Zaczęłam chodzić do laryngologów. Dostałam różne leki i sterydy donosowe, ale nic nie pomagało. W końcu wykonano tomografię komputerową. Wynik był dla mnie ogromnym zaskoczeniem - mimo wcześniejszej operacji przegroda nadal była bardzo krzywa. Dodatkowo rozpoznano concha bullosa i przerost małżowin nosowych. To wszystko razem powodowało ogromne trudności z oddychaniem.

Usłyszałam też bardzo poważne ostrzeżenie: jeśli nic z tym nie zrobię, problem będzie się pogłębiał i z czasem nos może całkowicie utracić swoją funkcję oddechową. To był moment, w którym zrozumiałam, że nie chodzi już tylko o wygląd, ale przede wszystkim o zdrowie.

Byłam jeszcze na konsultacji u innego chirurga, ale nie wzbudził mojego zaufania. Nie przeanalizował dokładnie badania TK, a rozmowa nie dawała mi poczucia bezpieczeństwa. Wtedy zdecydowałam, że muszę szukać dalej.

mgr Magdalena Szychta: I wtedy trafiła pani do prof. Pawła Szychty. Co sprawiło, że mu pani zaufała? Jak wyglądała pierwsza konsultacja i co najbardziej zapadło pani w pamięć?

Pacjentka: Zanim trafiłam do profesora, zrobiłam bardzo dokładny research. Czytałam opinie, szukałam informacji, rozmawiałam też ze znajomymi. Jedna z moich koleżanek jest pielęgniarką i pracowała z profesorem, więc dodatkowo potwierdziła mi, że mam do czynienia z bardzo dobrym specjalistą.

Na konsultację czekałam jakiś czas, bo nie było łatwo o termin. Pojechałam z moim partnerem, który dziś jest już moim mężem. Mieszkam w Gdyni, więc teoretycznie nie było daleko, ale pamiętam ogromne korki i długą drogę do Gdańska.

Sama konsultacja zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Profesor poświęcił mi dużo czasu, dokładnie wysłuchał mojej historii i przeanalizował problem. Wyjaśnił mi bardzo szczerze, że poprawa samej przegrody byłaby jedynie niewielką częścią sukcesu. Powiedział, że mój nos jest tak zniszczony i tak bardzo wymaga odbudowy, że konieczna będzie pełna rekonstrukcja. To właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że potrzebny będzie przeszczep z żebra.

Byłam w szoku. Nie spodziewałam się, że skala zniszczeń jest aż tak duża. Z jednej strony byłam przerażona, ale z drugiej poczułam, że wreszcie ktoś mówi mi prawdę i naprawdę wie, jak mi pomóc. Profesor sprawiał wrażenie człowieka z ogromnym doświadczeniem, ale też z pasją i autentycznym zaangażowaniem.

mgr Magdalena Szychta: Decyzja o operacji to zawsze moment pełen emocji - nadziei, obaw i oczekiwań. Jakie emocje towarzyszyły pani, kiedy podejmowała pani decyzję o zabiegu? Czy obawiała się pani przeszczepu z żebra?

Pacjentka: Bardzo się stresowałam. To była naprawdę trudna decyzja. Wiedziałam, że operacja będzie poważna, rozległa i obciążająca. Sam przeszczep z żebra brzmiał dla mnie bardzo poważnie, wręcz przerażająco.

Ogromnie wspierali mnie wtedy mama i mąż. To oni powtarzali mi, że muszę zawalczyć o swoje zdrowie, bo tak naprawdę nie mam już wyjścia. Oczywiście pojawiały się różne lęki - czytałam o powikłaniach, infekcjach, zastanawiałam się, jak mój organizm zareaguje. Profesor spokojnie wszystko mi wyjaśnił, omówił ryzyko i odpowiedział na moje pytania. To dawało poczucie bezpieczeństwa, choć stres oczywiście pozostał.

Pamiętam, że w dniu przyjęcia do szpitala byłam tak zdenerwowana, że musiałam dostać leki uspokajające. Cała się trzęsłam. Nie miałam wcześniej tak poważnej operacji, a świadomość, że zabieg będzie długi i skomplikowany, tylko potęgowała emocje. Profesor próbował mnie rozluźnić i żartował, że to on będzie się stresował, a ja po prostu będę spała. To naprawdę pomagało.

mgr Magdalena Szychta: Czasem najtrudniejsze jest również to, że nie wszyscy rozumieją powagę sytuacji. Czy spotkała się pani z niezrozumieniem ze strony otoczenia?

Pacjentka: Tak, zdarzały się komentarze, że to „fanaberia” albo że „po co robić nos”. Najczęściej wypowiadały je osoby, które kompletnie nie znały mojej historii i nie rozumiały, że problem dotyczy nie tylko estetyki, ale przede wszystkim zdrowia. Musiałam tłumaczyć, że tu chodzi o realne wskazania medyczne, o oddychanie, o normalne funkcjonowanie.

Oczywiście chciałam też, żeby nos wyglądał lepiej. Profesor zresztą sam mówił, że poprawa proporcji twarzy będzie naturalnym efektem rekonstrukcji. Ale to nigdy nie była wyłącznie kwestia wyglądu.

Po pierwszej nieudanej operacji bardzo bałam się też tego, co zobaczę po kolejnym zabiegu. Miałam w głowie różne czarne scenariusze. Obawiałam się, że nos będzie zbyt duży, zbyt sztuczny albo po prostu nieproporcjonalny. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy po zdjęciu opatrunku zobaczyłam naprawdę piękny efekt.

mgr Magdalena Szychta: To był dla pani ważny moment?

Pacjentka: Bardzo. Byłam naprawdę mile zaskoczona. Nos wyglądał pięknie, subtelnie i proporcjonalnie. W porównaniu z tym, jak wyglądał wcześniej, efekt był wręcz niesamowity. Nawet mimo obrzęku widziałam, że to jest dokładnie ta droga, której potrzebowałam.

Początkowo nie mogłam jeszcze w pełni oddychać, bo po tak rozległej operacji to naturalne - obrzęk, skrzepy, gojenie. Ale kiedy pojawił się pierwszy prawdziwy, głęboki oddech przez nos, wiedziałam już, że wszystko się udało. To było niesamowite uczucie. Nie tylko mogłam oddychać, ale też po raz pierwszy od dawna poczułam się komfortowo sama ze sobą.

mgr Magdalena Szychta: Proces rekonwalescencji to bardzo ważny etap powrotu do zdrowia. Jak wyglądał u pani ten czas? Czy moment odzyskania swobodnego oddechu był dla pani przełomowy?

Pacjentka: Tak, zdecydowanie. Co ciekawe, po operacji w ogóle nie czułam bólu nosa ani żebra. Kiedy wybudziłam się po zabiegu, byłam wręcz zdziwiona, że nic mnie nie boli. Profesor pytał, czy boli mnie nos, głowa albo miejsce pobrania przeszczepu, a ja odpowiadałam, że nic takiego nie czuję. Jedyne, co mnie wtedy bolało, to stopy - operacja trwała około siedmiu godzin, więc to właśnie długie unieruchomienie było dla mnie najbardziej odczuwalne.

Na szczęście bardzo szybko doszłam do siebie. Zabieg miał miejsce latem, więc mogłam dobrze zorganizować sobie czas na rekonwalescencję. Miałam wolny miesiąc i mogłam skupić się wyłącznie na odpoczynku.

Nos oczywiście był obrzęknięty, ale nie na tyle, by przeszkadzało mi to w codziennym funkcjonowaniu czy radykalnie zmieniało wygląd. Z czasem, kiedy obrzęk ustępował, oddech stawał się coraz głębszy. I to był właśnie ten przełomowy moment - poczucie, że mogę oddychać przez nos swobodnie, głęboko, bez wysiłku. Nawet z obrzękiem oddychało mi się lepiej niż przed operacją.

mgr Magdalena Szychta: Niesamowite, bo wiele pacjentek po zdjęciu gipsu przeżywa duży stres z powodu obrzęku, a pani już wtedy była szczęśliwa z efektu.

Pacjentka: Myślę, że wynikało to z moich wcześniejszych doświadczeń. Po pierwszej operacji byłam bardzo rozczarowana, więc przed drugą przygotowywałam się raczej na najgorsze. Czytałam, że nos może być bardzo opuchnięty i długo zmieniać się w trakcie gojenia, więc byłam na to gotowa. Tymczasem już od początku wyglądał lepiej niż wcześniej, dlatego byłam po prostu szczęśliwa.

Poza tym czułam się naprawdę zaopiekowana. Kontakt po operacji był bardzo sprawny - szybko dostawałam odpowiedzi na pytania, mogłam liczyć na konsultacje, wszystko było mi dokładnie tłumaczone. Przy tak trudnym przypadku to ogromnie ważne.

mgr Magdalena Szychta: Chirurgia plastyczna nie tylko zmienia wygląd, ale często całe życie pacjenta. Co zmieniło się w pani życiu po operacji? Jak dziś czuje się pani ze swoim nosem - zdrowotnie i estetycznie?

Pacjentka: Zmieniło się bardzo dużo. Przede wszystkim odzyskałam swobodny oddech. Nie muszę już martwić się tym, że sapie, że źle śpię, że jestem ciągle zmęczona. To naprawdę ogromna różnica w codziennym życiu.

Jeśli chodzi o wygląd, zyskałam dużo większą pewność siebie. Nie muszę już obsesyjnie kontrolować profilu, konturować nosa ani zastanawiać się, jak ustawić się do zdjęcia. Kiedyś nawet podczas zwykłego zdjęcia grupowego myślałam przede wszystkim o tym, jak wygląda mój nos. Dziś po prostu jestem obecna w chwili.

Czuję się wolna od kompleksów. Nos wygląda subtelnie, kobieco i bardzo naturalnie. Jest dopasowany do mojej twarzy. To dla mnie ogromna ulga i ogromna zmiana jakości życia.

mgr Magdalena Szychta: Rzeczywiście, nos wygląda niezwykle proporcjonalnie i harmonijnie. Jest kobiecy, delikatny i doskonale dopasowany do pani rysów. Czy przed operacją miała pani sprecyzowane oczekiwania estetyczne?

Pacjentka: To ciekawe, ale nie. Ja przyszłam przede wszystkim po pomoc zdrowotną. Chciałam naprawić przegrodę nosa, a dopiero później dowiedziałam się, że potrzebna będzie pełna rekonstrukcja. Nie miałam konkretnych oczekiwań estetycznych. Chciałam tylko, żeby nos wyglądał lepiej i przede wszystkim działał prawidłowo.

W pełni zaufałam profesorowi. To, jak mój nos wygląda dzisiaj, jest efektem jego doświadczenia, wyczucia estetyki i ogromnej pracy. Naprawdę jestem mu za to bardzo wdzięczna.

mgr Magdalena Szychta: W rekonwalescencji niezwykle ważne jest również przestrzeganie zaleceń pooperacyjnych. Jak wyglądała pani codzienna troska o nos po zabiegu?

Pacjentka: Byłam bardzo sumienna. Spałam na plecach, choć nie jest to moja ulubiona pozycja. Kupiłam specjalną poduszkę, żeby nie przekręcać głowy na bok i nie obciążać nosa. Bardzo dbałam o wszystko, co było zalecone. Można powiedzieć, że wręcz obsesyjnie pilnowałam, żeby niczego nie zaniedbać, bo bardzo bałam się, że konieczna będzie kolejna operacja.

Uważam, że trzeba o tym mówić głośno: operacja to nie tylko sam zabieg, ale również cały okres po nim. Efekt końcowy zależy także od tego, jak pacjent dba o siebie, czy stosuje się do zaleceń, czy czyta instrukcje i rzeczywiście je wdraża.

mgr Magdalena Szychta: Co powiedziałaby pani pacjentom, którzy wciąż wahają się przed podjęciem decyzji o operacji? Jakie słowa wsparcia chciałaby im pani przekazać?

Pacjentka: Na pewno powiedziałabym, żeby nie kierować się wyłącznie ceną. Wiem, że wiele osób szuka tańszych rozwiązań, także poza granicami kraju, ale przy tak ważnej decyzji trzeba przede wszystkim wybrać sprawdzonego specjalistę.

Mój pierwszy zabieg nie zakończył się sukcesem i dziś wiem, jak ogromne znaczenie ma wybór lekarza. Dlatego zawsze będę powtarzać: sprawdzajcie opinie, doświadczenie, sposób komunikacji, pytajcie innych pacjentów, rozmawiajcie z lekarzem i obserwujcie, czy wzbudza wasze zaufanie.

Z perspektywy czasu wiem też, że gdybym od początku trafiła do profesora Pawła Szychty, prawdopodobnie nie byłby potrzebny aż tak rozległy zabieg rekonstrukcyjny z przeszczepem z żebra. Tego najbardziej żałuję. Ale jednocześnie jestem ogromnie wdzięczna, że ostatecznie trafiłam właśnie do niego.

Pacjentom powiedziałabym też jedno: to nie jest tylko kwestia wyglądu. W operacjach nosa zdrowie i estetyka muszą iść razem. Trzeba wybrać operatora z rozwagą i z pełnym zaufaniem. To naprawdę kluczowe.

mgr Magdalena Szychta: Odzyskane zdrowie bardzo często otwiera drzwi do kolejnych planów i marzeń. Jakie są pani marzenia na najbliższą przyszłość?

Pacjentka: U mnie planów nigdy nie brakuje. Jednego dnia myślę o nowym biznesie, innego o remoncie, a jeszcze innego o przeprowadzce za granicę. Żyję intensywnie i spontanicznie, dlatego tym bardziej potrzebowałam pełnego, zdrowego oddechu. Długo o niego walczyłam i dziś czuję, że mogę naprawdę żyć pełnią życia.

mgr Magdalena Szychta: Pani Justyno, bardzo dziękuję za tę szczerą, poruszającą i inspirującą rozmowę. Pani historia pokazuje, że warto walczyć o swoje zdrowie, komfort życia i dobre samopoczucie - nawet wtedy, gdy droga do tego celu wydaje się długa i trudna. Wierzę, że będzie pani inspiracją dla wielu osób.

Pacjentka: Ja również bardzo dziękuję. Było mi niezwykle miło podzielić się swoją historią.